...a w nim 94 wiersze-kolaże zeszłorocznej noblistki, Herty Muller.
Okazja wydania jest przednia, bo 4 listopada autorka przyjeżdża do Polski w ramach Festiwalu Conrada. A więc spotkanie i promocja książki.
Niebieskie pudełeczko jest wzorowane na oryginale. Zenkasi dokonali jednak interpretacji projektu i zmodyfikowali go nieznacznie. Kolor oryginalny to bordo, rysunek z frontu jest taki sam (nieco mniejszy) jak w oryginale. No i przede wszystkim – to jest wydanie dwujęzyczne, co widać już na froncie – mamy podwójną, wcale niekrótką tytulaturę (pracowaliśmy nad nią z Zenkiem przez 3 dni:)).
Okleina pudełka jest wydrukowane na eleganckim papierze Antalis Caribic. Do tego nieco jaśniejsza wstążka i smoliście czarne wyklejki wnętrza.
Kolaże wydrukowane na offsecie 25o g. Na froncie oryginalne kolaże Herty (taka była wola Autorki), na odwrocie tłumaczenie autorstwa Artura Kożucha, wraz z emulacją typografii i świateł ilustracji z kolaży.
Poza nimi redaktorzy dodali do tomu posłowie autorstwa Katarzyny Bazarnik (wersje polska i niemiecka) oraz stronę serii i notę o autorce (również dwujęzyczną).
Całość jest w tej chwili foliowana i oklejana: z frontu napis Nobel 2009, z backu – krótka notka, kod paskowy, cena (59 zło), złożone krojem ITV Verkehr.
Redaktorzy piszą, że to jedna z najoryginalniejszych książek Herty. W ogóle pewnie niewielu o niej w Polsce słyszało. Jest to zresztą pierwsze tłumaczenie tej książki na język obcy. To już o czymś świadczy, zważywszy że mamy do czynienia z Noblistką.
Jakim krojem pisma złożony jest tekst główny (vide ostatnie zdjęcie). Jedna z osób, które prawidłowo odpowiedzą na pytanie, wybrana drogą losowania otrzyma książkę Herty Muller.
Tytuł skomponowany zaiste zgodnie ze starożytną zasadą, której nauczyli mnie na dziennikarstwie: when it bleeds it leads… Wprawdzie krwią nie ocieka, ale z pewnością oko przykuwa, przekłuwa, oka-lecza, by na koniec (o)patrzyć. Nie da się ukryć, że brzmi dramatycznie, zapewniam jednak, że jest prawdziwy w każdym calu. A to, panie, było tak:
Jak to już należy do tradycji, długie godziny przepędzaliśmy w ostatnich dniach, ślęcząc we troje z Zenkiem i Kasią nad kolejną pozycją serii LIBERATURA, a mianowicie dwujęzycznym tomem tekstów zebranych Zenka, który Kasia zredagowała i na angielski przetłumaczyła. Jego pełny tytuł brzmi: Liberatura czyli literatura totalna. Teksty zebrane z lat 1999–2009 (Spis treści wklejam na końcu tekstu). Kasia i Zenek zgromadzili najważniejsze teksty Zenka nt. liberatury, począwszy od inicjacyjnego tekstu Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich opublikowanego w 1999 roku na łamach „Dekady Literackiej”, aż po 496 słów podsumowania opublikowane w roku 2010 na portalu Ha!artu. Poza tym w tomie wprowadzenie autorstwa Wojciecha Kalagi, 3 komentarze – Kasi Bazarnik, Agnieszki Przybyszewskiej i Łukasza Jeżyka – oraz obszerna, dziesięciostronicowa bibliografia.
Kilka słów na temat układu/wyglądu tomu: dwie paralelne części, polska i angielska, teksty „meta” – czyli wstęp i komentarze złożone krojami pism Adobe Garamond Pro (everybody loves Garamond), a teksty Zenka zasadniczo Palatino Linotype. Wybór padł na ten krój przede wszystkim ze względu na sentyment do ww. artykułu w „Dekadzie Literackiej”, który złożono właśnie tym krojem. Zasadniczo zaś dlatego, że oczywiście sporo jest miejsc, w których kroje odgrywają rolę kluczową: fragment tekstu złożony Arialem (sic! obyś książkę Arialem składał...:/), fragment Timesem, a nawet w jednym miejscu pojawił się Trajan Pro (żeby było klasycznie, hieratycznie, statecznie i w ogóle ą, ę – kto zetknął się choćby z trójksięgiem Zenkasi, ten wie, że to jest szalenie istotne w interpretacji). Oczywiście, trudno do tej książki przykładać miarę taką samą jak do każdej, by tak rzec, standardowej produkcji, ale dołożyliśmy wszelkich starań, żeby całość uczynić klarowną, przejrzystą i elegancką.
Z ciekawostek, najwięcej czasu zajęło mi (poza wyrabianiem korekty, brrr) graficzne opracowanie liberatury. Znów – dosłownie i w przenośni – ponieważ idzie o tekst opublikowany w tomie Liternet.pl pod redakcją Piotra Mareckiego. Tekst ten ociera się oczywiście o parę gatunków na raz: od tekstu teoretycznego, przez historyczny, poniekąd publicystyczny, aż po poezję konkretną. I tuż właśnie leży pies pogrzebany: trzeba było zadbać o to, żeby L przypominało L, a B miało brzuszki jak B. I mamy takie na przykład Big B, z którego jestem szczególnie zadowolony:)
Zenkowi tak się spodobały te brzuszki rozmaite i fancy zawijasy, że wersję trzecią tego artykułu (w Liternecie była druga) opatrzył nadtytułem: „wersja podhernasowana” / „rehernased version”:) Bardzo mi miło i dziękuję.
I na koniec przechodzę do tego, od czego powinienem był zacząć (dziennikarski syn marnotrawny;)): jak ocaliłem życie Zenka Fajfera? Otóż w tekście Łukasza Jeżyka poświęconym analizie Zenkowych dwudziestu jeden liter (które wraz z ten letters ukazują się równocześnie z tomem pism zebranych – por. wpis Kolejny tekst o pośladkach) pojawia się cytat:
Zenon wprawdzie nigdy nie istniał, ale za to żyje wiecznie.
J
e
g
o
ż
y
c
i
e
s
k
ł
a
d
a
s
i
ę z nieskończonej ilości nieruchomych chwil. [ djl ]
I właśnie tutaj wykazałem się zaskakującym zrozumieniem dla poezji najnowszej i… ocaliłem, życie Zenka Fajfera, choć mogłem je złamać;) Dowcip z cyklu przychodzi font do fontu i mówi… (dzięki, Kuba), ale dość dobrze oddaje powagę sytuacji. Więc mamy casus jak ze słynnej opowieści o humanizmie Lenina. Golił się, przyszła dziewczynka i przeszkadzała mu. Mógł zabić, nie zabił – humanista. Taak.
Podsumowując: jak mówi Zenek, książka jest jak na serię niezwykle prosta, choć… krzywa. O właściwe zakrzywienie czasoprzestrzeni książki wydrukowanej w Stabilu postara się tym razem drukarnia Skleniarz, bo, jak się okazało, w Stabilu mają zbyt nowoczesne maszyny, co skutecznie uniemożliwia psucie książki mało wyrafinowanymi środkami.
Na te krzywizny już się skarżyłem na Facebooku, tak więc tylko odnotuję, że w projekcie książki (a więc i w układzie każdego najdrobniejszego jej elementu) musieliśmy z Zenkiem uwzględnić przypadkowość gestu drukarskiego, który w tym przypadku może mieć skutki zaiste kastracyjne. Czy nam się udało – czas pokaże. Obiecuję (solennie, ale powiesić się za niedotrzymanie obietnicy nie dam), że będę na bieżąco donosił, jak się książka drukarsko miewa.
(Hm. Zaczynam personifikować książki. Za dużo czasu z Zenkiem, zdecydowanie… Ale, ale. Coś w tym jest przecież, skoro – nawet nie uwzględniając pierwiastka liberackiego – zdarzało mi się myśleć o książkach, które redagowałem/korygowałem/składałem etc. z czcią niemal nabożną. Kto się tym kiedyś zajmował, pewnie wie, co mam na myśli. You’ll never know for sure, choćbyś się nie wiem jak starał. Ale dość tych metafizyk liberackich).
W programie
Przedmowa: Czas na liberaturę · str. 7
Katarzyna Bazarnik
Wstęp: Liberatura: słowo, ikona, przestrzeń · str. 9
Wojciech Kalaga
Zenon Fajfer · Teksty zebrane
Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich [ 1999 ] · str. 22
Liberatura czyli literatura totalna. (Aneks do „Aneksu do Słownika terminów literackich”) [ 2001 ] · str. 29
liryka, epika, dramat, liberatura [ 2002 ] · str. 43
Liberatura: hiperksięga w epoce hipertekstu [ 2003 ] · str. 50
Nie(o)pisanie liberatury [ 2003 ] · str. 60
Liber Europae (fragment) (z Katarzyną Bazarnik) [ 2004 ] · str. 66
Joyce – nieproszony gość w państwie Platona [ 2004 ] · str. 68
Po czym odróżnić liberaturę od literatury (wybrane szczegóły anatomiczne) [ 2004 ] · str. 81
Krótka historia liberatury (z Katarzyną Bazarnik) [ 2004 ] · str. 85
W stronę liberatury [ 2005 ] · str. 93
Liberum veto? (odautorski komentarz do tekstu „Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich”) [ 2005 ] · str. 110
Muza liberatury (czyli kto się boi wdowy Wadman) [ 2005 ] · str. 115
Dwa Rzuty kośćmi czyli szczególna i ogólna teoria liberatury (z Katarzyną Bazarnik) [ 2005 ] · str. 123
Od kombinatoryki do liberatury. O nieporozumieniach związanych z tzw. „literaturą eksperymentalną” [ 2008 ] · str. 127
Liberatura – pięć sylab w poszukiwaniu definicji [ 2008 ] · str. 133
Jak liberatura redefiniuje książkę artystyczną (fragment) [ 2009 ] · str. 134
Liberatura w E-świecie [ 2009 ] · str. 141
Liberatura – 496 słów podsumowania [ 2010 ] · str. 148
Coda: Liberatura czyli o powstawaniu gatunków (literackich) · str. 151
Katarzyna Bazarnik
Posłowie: Dziesięć lat liberatury (Historia w dużym skrócie) · str. 164
Agnieszka Przybyszewska
Aneks: Widzieć, wierzyć, wiedzieć. dwadzieścia jeden liter Zenona Fajfera · str. 174
Jakiś czas temu spotkaliśmy się z Zenkiem w moim mieszkaniu, żeby złożyć wstępnie instrukcję obsługi instrukcji obsługi. I jak to zwykle w takich przypadkach bywa (składamy tak książki z Zenkiem już parę lat) zanim przeszliśmy do rzeczy, zdążyliśmy omówić całe mnóstwo mniej, a czasem bardziej wyabstrahowanych spraw. Jedną z nich były pośladki pewnej znanej aktorki Teatru Dramatycznego… Nie ma sensu wdawać się tu w rekonstrukcje wszelkich argumentów pro i contra – dość rzec, że wzbudziła ona niejakie emocje, i Zenka, i moje. Piszę o tym jednak nie dlatego, że dalej dręczy mnie ten temat, tylko dlatego, że pośladki po paru tygodniach powróciły…
I to bynajmniej nie za sprawą cichnącej z wolna wrzawy medialnej wokół ww. pośladków ww. aktorki, tylko za sprawą kolejnego tomu z serii LIBERATURA. Tym razem Zenek wziął na warsztat książkę własnego autorstwa, która nosi magiczny tytuł Dwadzieścia jeden liter. Opublikowana zostanie wraz z anglojęzycznym tłumaczeniem zbioru Zenka autorstwa Krzysztofa Bartnickiego pod tytułem Ten letters oraz dwujęzycznym wydaniem Primum Mobile, które dołączone zostanie na płycie CD do podwójnego (potrójnego?) tomu. Publikacja już niebawem. Jeśli chodzi o zawartość, to jest to zbiór wierszy (określenie autora) skonstruowanych/napisanych zgodnie z zasadami rzemiosła liberackiego – czyli łączących treść i formę przekazywanych treści (w tomie m.in. utwory: Niedorzeczność mogą Czytelnicy pamiętać z jednego z poprzednich numerów ha!artu [nr 1–2 (28–29) – przyp. red.], podobnie z Ars numerandi [nr 26 – przyp. red.] i Ars poetica [red. – poddaje się]). I tu właśnie pojawił się Problem Pośladków [w skrócie PP – zastosować w przypadku następnego pojawienia się – przyp. red.]…
Kiedy skonstatowaliśmy z Zenkiem ów humorystyczny fakt zaistniałego przypadkiem kontekstu utworu Zenka, długo nie mogliśmy się pozbierać (do pracy), ale już wtedy pewien byłem, że temat jest jak znalazł na bloga. Zenek nieco zaniepokoił się tą perspektywą i poprosił, żebym wcześniej rzecz przeczytał (tzn. ów wiersz), co też uczyniłem. I mogę z sumieniem spokojnym rzecz całą zreferować.
Mowa o utworze [ Ars lectoria ] [niedobrze wyglądają te nawiasy graniaste w kursywie, eh… - przyp. red.]. Jest to scenka rodzajowa z życia pewnego Poety (na pewno Autora); twórca tworzy; pojawia się muza (kłopoty, oczywiście); odrywa go od czynności wyższego rzędu; siada zamyślona… i powołuje do istnienia moją bodaj ulubioną rozkładówkę (par excellence) w historii lib/teratury.
Żeby nie zdradzać szczegółów, powiem tylko tyle, że następne trzy kwadranse deliberowaliśmy z Zenonem nad możliwymi sposobami klejenia książki, żeby te pośladki miały w sobie jak najwięcej czaru i powabu.
PS dla doPełnienia Profesjonalnych Powinności Powinienem Powiedzieć, że PP Powinien zyskać w Polskiej Publicystyce Poświęconej Poezji Pierwszoplanową Pozycję, Przeto Proponuję Podtytuł wPisu: „o erotycznych aspektach twórczości liberackiej”.
PPS Problem Powabnych Pośladków.
[komentarz Zenka Fajfera]
Poza tym, że tekst Plugawy :-) nieco, Pewne w nim nieścisłości. Przekład został Poczyniony Przez Katarzynę Bazarnik, nie Krzysztofa Bartnickiego, a "Ars Poetica" i "Ars Lectoria" zostały opublikowane odległą już Porą w olsztyńskim "Portrecie" nr 18/2004.
Proszę Prędko Poprawić :-)
A na wierszu siadła nie muza, tylko Teściowa. Muza traktuje moje wiersze ze stosowną czcią i uwielbieniem.
Właśnie skończyłem korektę Eseju hippicznego odnalezionego po latach przez Z. Fajfera w papierach architekta kamienicy. Tekst ten (acz wysoce osobliwy jest to tekst) wejdzie w skład przygotowywanego właśnie w korporacji ha!art tomu Perec instrukcja obsługi. Właściwie była to korekta składu, a nie treści eseju (acz wysoce osobliwego eseju)… I sprawiła mi sporo kłopotu, kiedy z wyżyn pingpongowej filozofii antresoli dukałem sylaba po sylabie kolejne fragmenty eseju, do łez doprowadzając przyjaciółkę piętro niżej. Dlaczego? Dość rzec, że esej ujęty jest w perecowską stupolową szachownicę (redaktor Fajfer też uskutecznia stupolówkę). A że szachownica w kratkę czarno-białą, konik bryka to wte, to wewte, więc do ładu i składu dojść z tymi sylabami nie mogłem. Redaktor Fajfer nie byłby sobą i nie dochowałby wierności perecowskiemu duchowi, gdyby nie zostawił w lewym dolnym rogu czarnego kwadratu opatrzonego numerem 66 – w nawiasie – który migruje podług liberackich zasad z tekstu duetu Zenkasi (w tym samym tomie) do ww. eseju… i z powrotem. Skądś to znamy? Z Oka-leczenia. A że liczba to jest wysoce (O)patrzona, to warto na nią (przez nią?) spojrzeć także przez ozonową dziurę…
Ale nie o tym miałem pisać. Czarny kwadrat (w lewym dolnym rogu szachownicy). Brak, pustka, zanik, dziura. LejtmotywŻycia instrukcji obsługi(tom 7 serii LIBERATURA), a także jego instrukcji. Unde dziura? Zerknijmy do tekstu Jacka Olczyka (w tym samym tomie): „Perec albo inaczej peretz po hebrajsku oznacza «przerwę», «rozsunięcie», «dziurę»”. Z odsyłaczem do Księgi Rodzaju: „28 Kiedy zaczęła rodzić, [jedno z dzieci] wyciągnęło rączkę; położna, zawiązawszy na tej rączce czerwoną tasiemkę, rzekła: «Ten urodzi się pierwszy». 29 Ale cofnęło ono rączkę i wyszedł z łona jego brat. Wtedy [położna] powiedziała: «Dlaczego przedarłeś się przez to przejście?» Dano mu więc imię Peres” (Gen 38,28–29).
Nomen omen, znaczące nazwisko Pereca zaważyło również na jego metodzie twórczej (jednej z metod), która polega w uproszczeniu na wbudowaniu braku w strukturę dzieła (w tajniki owego konstytutywnego braku wprowadza Jacek Olczyk). Stąd 99 pomieszczeń zamiast 100 w Życiu…, stąd zaginione „e” w LaDisparition etc. etc. Stąd również ów feralny ostatni puzzel o kształcie litery „W”, nad którym umiera Bartlebooth.
Działalność Gasparda Wincklera, która przyczyniła się do śmierci nieszczęsnego Bartlebootha, wywarła również (destruktywny? konstruktywny?? dekonstruktywny???) wpływ na tekst bogu ducha winnego Grzegorza Jankowicza. Redaktor Winckler znowu zabrał się za cięcie i z tekstu redaktora Jankowicza… zniknęło parę przypisów i całe fragmenty tekstu. Eh.
Mistrz Zenon z Krzeszowic rzecze, że nie masz systemu bez dziury, przeto i w tej instrukcji obsługi nie mogło jej (ich) zabraknąć.
A jako że dziury mają to do siebie, że przyjmują rozmaite postaci, to jedna z nich objawiła się na (i w) okładce płyty 3 Moonboys zatytułowanej 16, do której Zenek zaprojektował niedawno okładkę, a także skomponował liberacki utwór zatytułowany (jakże by inaczej): (w)hole.
Ale wracając do Pereca instrukcji obsługi – poza wyżej wymienionymi w tomie znajdą się: fundamentalny artykuł Wawrzyńca Brzozowskiego, tłumacza Życia instrukcji obsługi (nowa wersja tekstu z perekowskiego numeru „LnŚ”), ikonoklastolatryczny esej Grzegorza Jankowicza i teksty lit/berackie Andrzeja Sosnowskiego i Jana Gondowicza. Więcej info na stronie ha!artu.
Stan prac na dziś:
łamanie wg projektu Zenka Fajfera – format 21×21cm; główny font: Palatino Linotype 11/13,5 (przy tej okazji redaktor Hernas musiał kolejny raz skapitulować przed wymogami liberackiej konstrukcji książki, mianowicie (tym razem) wydania książki bez stron tytułowych. Ale walka jeszcze nie skończona. Może uda się wywalczyć stronę tytułową na skrzydełku albo wewnętrznej stronie okładki (sic!) – zrobione
korekta (Zenkasi i moja) – w trakcie
redakcja techniczna – w trakcie (acz będą podobne rozwiązania jak w Stu tysiącach miliardów wierszyQueneau: dużo bigowania i sztancowania. No i będzie… dziura, przez którą jegomość Perec zapuści oko w krzeszowicką piwniczkę).