środa, 27 października 2010

Niebieskie pudełko...

...a w nim 94 wiersze-kolaże zeszłorocznej noblistki, Herty Muller.


Okazja wydania jest przednia, bo 4 listopada autorka przyjeżdża do Polski w ramach Festiwalu Conrada. A więc spotkanie i promocja książki.
Niebieskie pudełeczko jest wzorowane na oryginale. Zenkasi dokonali jednak interpretacji projektu i zmodyfikowali go nieznacznie. Kolor oryginalny to bordo, rysunek z frontu jest taki sam (nieco mniejszy) jak w oryginale. No i przede wszystkim – to jest wydanie dwujęzyczne, co widać już na froncie – mamy podwójną, wcale niekrótką tytulaturę (pracowaliśmy nad nią z Zenkiem przez 3 dni:)).
Okleina pudełka jest wydrukowane na eleganckim papierze Antalis Caribic. Do tego nieco jaśniejsza wstążka i smoliście czarne wyklejki wnętrza.
Kolaże wydrukowane na offsecie 25o g. Na froncie oryginalne kolaże Herty (taka była wola Autorki), na odwrocie tłumaczenie autorstwa Artura Kożucha, wraz z emulacją typografii i świateł ilustracji z kolaży.
Poza nimi redaktorzy dodali do tomu posłowie autorstwa Katarzyny Bazarnik (wersje polska i niemiecka) oraz stronę serii i notę o autorce (również dwujęzyczną).
Całość jest w tej chwili foliowana i oklejana: z frontu napis Nobel 2009, z backu – krótka notka, kod paskowy, cena (59 zło), złożone krojem ITV Verkehr.  
Redaktorzy piszą, że to jedna z najoryginalniejszych książek Herty. W ogóle pewnie niewielu o niej w Polsce słyszało. Jest to zresztą pierwsze tłumaczenie tej książki na język obcy. To już o czymś świadczy, zważywszy że mamy do czynienia z Noblistką.
Co do tekstów samych – jestem w trakcie lektury, więc nie podejmę się nawet krótkiej recenzji (może później), tymczasem link do tekstu Grzegorza Jankowicza w „Tygodniku Powszechnym”.

Na koniec: KONKURS.
Jakim krojem pisma złożony jest tekst główny (vide ostatnie zdjęcie). Jedna z osób, które prawidłowo odpowiedzą na pytanie, wybrana drogą losowania otrzyma książkę Herty Muller.

















wtorek, 26 października 2010

Fabre w PWST


Już w piątek spotkanie wokół książki Corpus Jan Fabre. Obserwacja procesu twórczego Luka Van den Driesa. Serdecznie zapraszam.
W trakcie spotkania projekcja spektaklu Je suis sang i dyskusja z udziałem znawców tematu.
Książkę przygotowaliśmy parę miesięcy temu. Układ typograficzny przygotowało brukselskie studio Griffo Gent. Wędruje on po całej Europie – autor zażyczył sobie, żeby książka w każdym kraju wyglądała identycznie. Tak więc polski tekst złamaliśmy w gotowej makiecie (niestety zrobionej w Quarku, więc trochę zajęło przerobienie jej na ID).
Układ typograficzny bardzo oszczędny. Przyjemne zestawienie krojów John Baskerville i John Sans Frantiska Storma, skład w chorągiewkę, zdjęcia otrzymaliśmy już opracowane. Redakcja techniczna nieco ambitniejsza niż w oryginale, co niestety przypłaciliśmy nerwowymi chwilami w drukarni, kiedy okazało się, że Arctic White schnie o wiele dłużej, niż zakładaliśmy. A kto widział kolorową wkładkę Fabre’a, ten wie, że jest tam sporo fotek z niemal maksymalnym nasyceniem kolorów. Ale odczekaliśmy i książka wygląda znakomicie.
Poniżej trzy wersje plakatu promującego spotkanie. Złożony Baskerville’em, kolorystyka przejęta z książki. Zrealizowana została wersja nr 1. Inicjalna kompozycja to wersja nr 3.
Fotografia: Wonge Bergmann
Projekt: Marcin Hernas | tessera.org.pl



































piątek, 3 września 2010

Apte – uwagi o książce i nota wydawcy


Pierwsze pakiety Aptowskie już w Platonie, a za parę dni w księgarniach. Pora więc uzupełnić podstawowe informacje na temat książki. 


Dwuczęściowa publikacja ukazuje się jako tom 2 serii literatura non-fiction pod redakcją Piotra Mareckiego w Korporacji Ha!art. Składa się z reprodukcji zeszytu Aptego z cyklem Niepokój oraz książki Piotr Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego reporterów Gazety Wyborczej ”, laureatów nagrody Grand Press w kategorii reportaż prasowy w roku 2009 – którzy z okruchów wspomnień, cytatów, niedopowiedzeń, rysunków etc. upletli urzekającą opowieść o życiu artysty, który nie zdążył tak naprawdę artystą zostać. Dopiero teraz między innymi dzięki ich pracy ma na to szanse. 

Wydaje mi się, że nie ma sensu wdawać się w analizy ani powieści, ani cyklu Aptego. Zostawmy tę przyjemność Czytelnikom i Krytykom, których, mam nadzieję, zawartość zarówno książki, jak i teczki skutecznie uwiedzie. 
Przyda się może jednak parę słów na temat wyglądu pakietu. 

Teczka jest (względnie) wiernym odwzorowaniem zeszytu Aptego, w którym zachowały się jego rysunki. Zeszyt siłą rzeczy musiał przybrać postać teczki, o czym pisałem wcześniej. W środku 15 ilustracji z cyklu, dwa spisy treści, synopsa, stanowiąca próbę atrybucji tytułów ze spisu do poszczególnych ilustracji oraz strona tytułowa. Całość wydrukowana na papierze offsetowym, niefoliowana. Książka w całości złożona krojem Calluna autorswa Josa Buivengi (pisałem o nim w tekście o Końcówkach)
Książka Głuchowskiego i Kowalskiego została złożona w nowej makiecie przygotowanej do tego tomu na postawie makiety serii. Format dostosowałem do wielkości zeszytu (160×200mm). Proporcje oryginalne uległy zmianie, książka musiała zostać wyważona zupełnie inaczej – co dotyczy przede wszystkim marginesów wewnętrznego i zewnętrznego. Kroje i wielkości pism pozostały niezmienione. 

Powieść o Aptem została opatrzona Aneksem, w którym zgromadzone zostały wszystkie zachowane ilustracje (poza cyklem). Wszystkie zreprodukowane zostały w kolorze. 

Oprawa jest szyta, zintegrowana. 


Staraliśmy się jak najwierniej odwzorować to, co pozostało po Ryszardzie Aptem. Dotyczy to nie tylko układu tomu Niepokoju, ale również reprodukcji ilustracji - sposobu ich opracowania, układu etc. a także doboru materiałów i kolorystyki. Zielona okładka zeszytu, wypłowiała i przybrudzona tu i ówdzie zapewne już w czasie, kiedy rysował w niej Apte, wprowadza specyficzną aurę, faktura niefoliowanego offsetu oddaje ciepło dotykającej go dłoni, a z całością przyjemnie koreluje jasnooliwkowy panton na okładce powieści. Nastrój publikacji buduje jednak chyba przede wszystkim ilustracja Aptego zreprodukowana na froncie w oryginalnej barwie zżółkłego papieru.

Mam nadzieję, że te zabiegi sprzyjać będą przyjemnej lekturze powieści i cyklu Aptego. 

Miłej lektury zatem!

A dla wszystkich zainteresowanych tomem poniżej napisana przeze mnie nota wydawcy. 












Nota wydawcy
Niniejsze wydanie Niepokoju Ryszarda Aptego zostało przygotowane na podstawie zeszytu z rysunkami, pozostawionego przez Autora w 1942 roku w domu rodziny Piaseckich w Wieliczce przy ulicy Sebastiana 15. Zeszyt ten został wydawcom udostępniony na czas przygotowania publikacji przez jego właściciela, pana Gerarda Piaseckiego.
Zeszyt pochodzi prawdopodobnie z lat trzydziestych dwudziestego wieku, na co wskazuje zarówno data na pierwszej stronie jego okładki, jak i mapa umieszczona na stronie czwartej.
Zeszyt ma format 158×202mm. Z prawdopodobnie 16 kartek zachowało się jedynie 5. Pierwsza karta jest pusta; rysunki z pozostałych kart zreprodukowane zostały na stronach 130133 książki.
Na trzeciej stronie okładki Autor w lipcu 1941 roku zestawił prawdopodobnie pierwszy spis treści cyklu, obejmujący 21 rysunków w trzech podcyklach (niektóre pozycje pozostały puste nie mają nawet tytułów). Drugi zreprodukowany spis treści jest najprawdopodobniej późniejszy i odzwierciedla stan ostateczny cyklu. W tym spisie rysunki zostały podzielone na 5 podcykli po 3 rysunki.
Zeszyt Aptego stanowił również swoistą teczkę na zachowane luźne rysunki. W jego oprawach umieszczone były wszystkie zreprodukowane w niniejszej publikacji dzieła.
Zachowane rysunki są w większości datowane, co pozwoliło na przybliżone ustalenie kolejności ich powstawania. Układ w książce odzwierciedla zatem chronologię, która została ponadto skorelowana z tematyką cykli.
W zeszycie zachowało się również 15 rysunków, które bez wątpienia należą do cyklu Niepokój. Wskazuje na to przede wszystkim czas powstania, podobieństwo pod względem zastosowanej techniki i stylistyki oraz format rysunków. Wszystkie dzieła z cyklu zostały prawdopodobnie narysowane na kartkach formatu 160×245mm, podzielonych uprzednio na dwie części. Taką tezę potwierdza wielkość rysunków z cyklu (w przybliżeniu 123×160mm, ± 1mm), a także wielkość rysunku ze s. 140 książki, który ma rozmiar 160×245mm.
Jako redaktorzy podjęliśmy próbę przypisania poszczególnych rysunków do tytułów z drugiego zachowanego spisu treści, jednak w przypadku 5 z nich nie mieliśmy pewności co do właściwej atrybucji. Ustalenia i wątpliwości odzwierciedla tablica zestawiająca wszystkie rysunki z cyklu.
Ze względu na brak ostatecznej pewności co do układu uznaliśmy za jedyne możliwe rozwiązanie odtworzenie stanu zastanego, a więc zreprodukowanie rysunków w formie luźnych kartek, Czytelnikowi pozostawiając decyzję o przypisaniu tytułów do poszczególnych dzieł.
Ponieważ cykl Niepokój jest w naszym przekonaniu najpełniejszym wyrazem talentu Ryszarda Aptego, zdecydowaliśmy się wypełnić jego wolę i zestawić ilustracje z cyklu w osobny tom, za jego okładkę przyjmując zeszyt, w którym zostały zachowane.


===
Projekt teczki (na podstawie oryginalnego zeszytu), opracowanie redakcyjne, adiustacja, skład i łamanie powieści: Marcin Hernas | tessera 

środa, 25 sierpnia 2010

Teczki niepokoju


... słowa te brzmią co najmniej złowieszczo...








Choć określenie to pojawiło się po raz pierwszy zupełnie przypadkowo, okazuje się, że w niezwykle trafny sposób oddaje odczucia tych wszystkich, którzy w ten lub inny sposób zetknęli się z rysunkami Ryszarda Aptego. 
Mowa bowiem oczywiście o jednej z dwóch części nowej publikacji (w produkcji, premiera 8 września, pierwsze tysiąc sztuk teczki już gotowe) Korporacji Ha!art, czyli tomu drugiego serii literatura non-fiction złożonego z książki Piotra Głuchowskiego i Marcina Kowalskiego pt. Apte. Niedokończona powieść i tomu rysunków Aptego zatytułowanego Niepokój. Publikacja poświęcona jest postaci zupełnie nieznanej, wspomnianej raptem w kilku tomach wspomnień, gdzieś na marginesie relacji o holokauście albo złotych latach dwudziestolecia międzywojennego. 
W 1942 roku Apte zginął w obozie koncentracyjnym w Stalowej Woli. Jego rodzice zginęli prawdopodobnie jeszcze przed nim. Jedyne, co po nim zostało, to ta garstka wspomnień, kilka rysunków w dziecięcych gazetkach i stary, rozpadający się zeszyt, który cudem przetrwał niemal siedemdziesiąt lat, aż do dnia dzisiejszego.








W zeszycie ostało się raptem kilka kartek z rysunkami, ale w jego oprawach zachowało się kilkadziesiąt szkiców. Za niepozorną okładką przedwojennego zeszytu, jakich pewnie tysiące walają się do dziś po strychach niektórych domów, ukryta została niezwykła opowieść o czasach Zagłady. Dotyczy to przede wszystkim piętnastu ilustracji składających się w cykl Niepokój. To z pewnością najistotniejsza część skromnej spuścizny Aptego. 
Piszę o cyklu, ale tak naprawdę mamy do czynienia z projektem cyklu, poświadczanym jedynie przez dwie wersje jego spisu treści. 
Niepokojowi towarzyszy więc niepewność. Dlaczego? 
Ponieważ w istocie cykl Aptego jest dziełem otwartym. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to, jaki kształt miał przybrać, czy miał być samoistnym dziełem, czy też częścią większej całości; czy kolejność ze spisu była ostateczna, czy też szkicowa etc. A co za tym idzie, nie ma jednoznacznej odpowiedzi, w jakiej formie powinna trafić do Czytelnika: czy jako linearny cykl, czy też jako... właśnie: jako co? 
Jako redaktorzy tomu Aptego uznaliśmy, że najbardziej zasadne będzie pozostawienie głosu Aptego w zawieszeniu. Skoro na zawsze uwiązł w jego gardle, doszliśmy do wniosku, że nie mamy prawa wyręczać go w kompozycji tomu. I postanowiliśmy przekazać Czytelnikom tom w takiej formie, w jakiej do nas dotarł. A więc w formie zeszytu, który z konieczności stał się teczką na ocalałe rysunki.








Każdy i każda z Was po otwarciu tej zielonej teczki zdecyduje samodzielnie, jak traktować, czytać, interpretować, rozumieć, a także – i może przede wszystkim – czuć cykl Aptego. Luźne kartoniki pozwolą Wam samodzielnie ułożyć historię egzystencjalnego doświadczenia Zagłady siedemnastoletniego Ryszarda. 
Zaproponowany przez nas układ nie jest zobowiązujący. Nie jest ostateczny. Z pewnością też nie jest jedynym możliwym. Wzięcie do ręki tomu oznacza więc nie tylko początek aktu lektury, ale również podjęcie wyzwania pisania – kontynuacji opowieści Aptego. 








Jestem pewien, że te rysunki nie pozostawią żadnego z Czytelników obojętnym. Nie sposób bowiem rozprawić się z nimi w prosty sposób, zaklasyfikować czy zaszufladkować ich jednoznacznie wyłącznie jako kolejnego świadectwa holokaustu i odstawić do lamusa. Jest w nich bowiem coś, co nie pozwala zasnąć – jak na rysunku Aptego, który znalazł się na okładce książki Głuchowskiego i Kowalskiego. 













Znana krytyczka sztuki, opisując wrażenia ze swojego zetknięcia z rysunkami Aptego, użyła słowa „bezradność”. To chyba najodpowiedniejsze słowo, żeby wyrazić odczucia oglądającego rysunki.
Owe teczki pełne są bowiem niepokoju, z którym nie tak łatwo sobie poradzić.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Fabre...











… przedpremierowo. Kilka fotografii arkuszy świeżo przywiezionych z drukarni, jeszcze niezebranych. Całość będzie gotowa jutro.






wtorek, 22 czerwca 2010

Końcówki…


… nareszcie wyszły z drukarni. Zajęło to niemal miesiąc, ale to przede wszystkim ze względ na oprawę zintegrowaną. Druk całości wykonał Stabil, a oprawę – Colonel. 







Wyszło całkiem przyjemnie, jak sądzę.
Tom Końcówki. Henryk Bereza mówi Adama Wiedemanna i Piotra Czerniawskiego inauguruje nową serię Korporacji Ha!art: literatura non-fiction. W najbliższym czasie w tej serii ukażą się wywiad rzeka Piotra Mareckiego z Marianem Pankowskim Nam wieczna w polszczyźnie rozróba, patchwork wspomnieniowy o Janie Stoberskim, książka reporterów Dużego Formatu o Ryszardzie Aptem, a w dalszej perspektywie – kilka tomów Jadwigi Stańczakowej (m.in. tom wspomnieniowy o Mironie Białoszewskim). Wszystkie książki spoczywają już na twardym dysku bądź na regale w opasłych teczkach i czekają na chwilę opracowania...







Póki co kilka słów o Berezie. Wiedemann i Czerniawski przed kilkoma laty przeprowadzili szereg wywiadów z Henrykiem Berezą. Rozmawiali z nim o losach literatury najnowszej, o powiązaniach literatury, sztuki, polityki, obyczajów etc. – czyli o wszystkim tym, o czym uczy się każdy student polonistyki. Ważne jednak jest przede wszystkim to, jak to jest pokazane: mamy bowiem do czynienia z rozmową właśnie, z historią mówioną, która w żywej narracji zyskuje nieco inny kształt niż w wycyzelowanej pieczołowicie i ociosanej ze zbędnych chropowatości stylistycznych retoryce podręcznikowej. Mamy do czynienia z opowieścią tout court o kawale historii polskiej literatury, opowiedzianego przez człowieka, który od zawsze wzbudzał kontrowersje, ale przede wszystkim czytał literaturę, by tak rzec, egzystencjalnie – co w tym ujęciu rozumiem jako lekturę nie akademicką, nie metodyczną, tylko emocjonalną, uczestniczącą, zaangażowaną. I tu Wiedemann i Czerniawski indagujący Berezę przechodzą do – moim zdaniem – sedna tej książki, a mianowicie do tego, czym jest, może być (powinna?) krytyka literacka. Bereza nie odżegnuje się od pewnej stronniczości, broni swoich decyzji krytycznych, ocen, które uznawane były za kontrowersyjne. Przedstawia własną, ciekawą politykę krytyczną, która w pewnej mierze znajduje odzwierciedlenie w kształcie, jaki przybrała ta książka: historii mówionej – a więc pełnej nieoczekiwanych zwrotów, załamań, zawirowań, powtórzeń, retardacji, zawikłań, które w pewnej mierze oddają dość nielinearny sposób odbioru literatury przez krytykę. Taką „prawdę” o literaturze i jej krytyce próbowali przekazać Bereza, a wraz z nim Wiedemann i Czerniawski.
Tyle uwag nt. treści – poważniejszą ocenę pozostawmy czytelnikom i – jakżeby inaczej – krytykom. 







Jeszcze kilka słów o kwestiach wydawniczych. Nad kształtem książki pracowaliśmy razem z Agatą Biskup. Na okładce znalazło się znakomite zdjęcie Andrzeja Georgiewa (zrobione raptem parę miesięcy temu w warszawskim mieszkaniu Berezy). Mamy już przygotowane także zdjęcie Pankowskiego jego autorstwa – równie znakomite. Agata zaproponowała dość minimalistyczną estetykę, co moim zdaniem sprawdza się dość dobrze w przypadku książek literackich. Na okładce i stronach tytułowych użyła Geogrotesque – eleganckiego, a jednocześnie dość nowoczesnego kroju Eduarda Manso.







Proporcje książki zostały ustalone według skali chromatycznej – 140 x 225 mm, czyli seksta mała. Kolumnę i marginesy wykreśliłem według kanonu Van der Graafa/Jana Tschicholda. Do składu użyłem nowoczesnego kroju Josa Buivengi – Calluna. Lekko skierowane ku górze szeryfy nadają literom lekkości, co powinno sprawić, że tekst będzie przyjemniejszy w czytaniu. Tekst podstawowy złożyłem Calluną 10,3/12,5, pozostałe wielkości ustaliłem zgodnie z regułami złotego środka według splecionego podwójnego ciągu Fibonacciego.







Z informacji dodatkowych – książka zawiera kilkadziesiąt zdjęć Berezy i innych bohaterów jego opowieści, między innymi Marka Hłaski oraz indeks nazwisk i tytułów.

środa, 19 maja 2010

Jak uratowałem życie Zenka Fajfera… / liberatura rehernased


Tytuł skomponowany zaiste zgodnie ze starożytną zasadą, której nauczyli mnie na dziennikarstwie: when it bleeds it leads… Wprawdzie krwią nie ocieka, ale z pewnością oko przykuwa, przekłuwa, oka-lecza, by na koniec (o)patrzyć. Nie da się ukryć, że brzmi dramatycznie, zapewniam jednak, że jest prawdziwy w każdym calu. A to, panie, było tak:
Jak to już należy do tradycji, długie godziny przepędzaliśmy w ostatnich dniach, ślęcząc we troje z Zenkiem i Kasią nad kolejną pozycją serii LIBERATURA, a mianowicie dwujęzycznym tomem tekstów zebranych Zenka, który Kasia zredagowała i na angielski przetłumaczyła. Jego pełny tytuł brzmi: Liberatura czyli literatura totalna. Teksty zebrane z lat 1999–2009 (Spis treści wklejam na końcu tekstu). Kasia i Zenek zgromadzili najważniejsze teksty Zenka nt. liberatury, począwszy od inicjacyjnego tekstu Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich opublikowanego w 1999 roku na łamach „Dekady Literackiej”, aż po 496 słów podsumowania opublikowane w roku 2010 na portalu Ha!artu. Poza tym w tomie wprowadzenie autorstwa Wojciecha Kalagi, 3 komentarze – Kasi Bazarnik, Agnieszki Przybyszewskiej i Łukasza Jeżyka – oraz obszerna, dziesięciostronicowa bibliografia.
Kilka słów na temat układu/wyglądu tomu: dwie paralelne części, polska i angielska, teksty „meta” – czyli wstęp i komentarze złożone krojami pism Adobe Garamond Pro (everybody loves Garamond), a teksty Zenka zasadniczo Palatino Linotype. Wybór padł na ten krój przede wszystkim ze względu na sentyment do ww. artykułu w „Dekadzie Literackiej”, który złożono właśnie tym krojem.  Zasadniczo zaś dlatego, że oczywiście sporo jest miejsc, w których kroje odgrywają rolę kluczową: fragment tekstu złożony Arialem (sic! obyś książkę Arialem składał...:/), fragment Timesem, a nawet w jednym miejscu pojawił się Trajan Pro (żeby było klasycznie, hieratycznie, statecznie i w ogóle ą, ę – kto zetknął się choćby z trójksięgiem Zenkasi, ten wie, że to jest szalenie istotne w interpretacji). Oczywiście, trudno do tej książki przykładać miarę taką samą jak do każdej, by tak rzec, standardowej produkcji, ale dołożyliśmy wszelkich starań, żeby całość uczynić klarowną, przejrzystą i elegancką.
Z ciekawostek, najwięcej czasu zajęło mi (poza wyrabianiem korekty, brrr) graficzne opracowanie liberatury. Znów – dosłownie i w przenośni – ponieważ idzie o tekst opublikowany w tomie Liternet.pl pod redakcją Piotra Mareckiego. Tekst ten ociera się oczywiście o parę gatunków na raz: od tekstu teoretycznego, przez historyczny, poniekąd publicystyczny, aż po poezję konkretną. I tuż właśnie leży pies pogrzebany: trzeba było zadbać o to, żeby L przypominało L, a B miało brzuszki jak B. I mamy takie na przykład Big B, z którego jestem szczególnie zadowolony:)























Zenkowi tak się spodobały te brzuszki rozmaite i fancy zawijasy, że wersję trzecią tego artykułu (w Liternecie była druga) opatrzył nadtytułem: „wersja podhernasowana” / „rehernased version”:) Bardzo mi miło i dziękuję.
I na koniec przechodzę do tego, od czego powinienem był zacząć (dziennikarski syn marnotrawny;)): jak ocaliłem życie Zenka Fajfera? Otóż w tekście Łukasza Jeżyka poświęconym analizie Zenkowych dwudziestu jeden liter (które wraz z ten letters ukazują się równocześnie z tomem pism zebranych – por. wpis Kolejny tekst o pośladkach) pojawia się cytat:
Zenon wprawdzie nigdy nie istniał, ale za to żyje wiecznie.
J
e
g
o
ż
y
c
i
e
s
k
ł
a
d
a
s
i
ę z nieskończonej ilości nieruchomych chwil. [ djl ]


I właśnie tutaj wykazałem się zaskakującym zrozumieniem dla poezji najnowszej i… ocaliłem, życie Zenka Fajfera, choć mogłem je złamać;) Dowcip z cyklu przychodzi font do fontu i mówi… (dzięki, Kuba), ale dość dobrze oddaje powagę sytuacji. Więc mamy casus jak ze słynnej opowieści o humanizmie Lenina. Golił się, przyszła dziewczynka i przeszkadzała mu. Mógł zabić, nie zabił – humanista.  Taak.
Podsumowując: jak mówi Zenek, książka jest jak na serię niezwykle prosta, choć… krzywa. O właściwe zakrzywienie czasoprzestrzeni książki wydrukowanej w Stabilu postara się tym razem drukarnia Skleniarz, bo, jak się okazało, w Stabilu mają zbyt nowoczesne maszyny, co skutecznie uniemożliwia psucie książki mało wyrafinowanymi środkami.
Na te krzywizny już się skarżyłem na Facebooku, tak więc tylko odnotuję, że w projekcie książki (a więc i w układzie każdego najdrobniejszego jej elementu) musieliśmy z Zenkiem uwzględnić przypadkowość gestu drukarskiego, który w tym przypadku może mieć skutki zaiste kastracyjne. Czy nam się udało – czas pokaże. Obiecuję (solennie, ale powiesić się za niedotrzymanie obietnicy nie dam), że będę na bieżąco donosił, jak się książka drukarsko miewa.
(Hm. Zaczynam personifikować książki. Za dużo czasu z Zenkiem, zdecydowanie… Ale, ale. Coś w tym jest przecież, skoro – nawet nie uwzględniając pierwiastka liberackiego – zdarzało mi się myśleć o książkach, które redagowałem/korygowałem/składałem etc. z czcią niemal nabożną. Kto się tym kiedyś zajmował, pewnie wie, co mam na myśli. You’ll never know for sure, choćbyś się nie wiem jak starał. Ale dość tych metafizyk liberackich).

W programie
Przedmowa: Czas na liberaturę · str. 7
Katarzyna Bazarnik

Wstęp: Liberatura: słowo, ikona, przestrzeń · str. 9
Wojciech Kalaga

Zenon Fajfer · Teksty zebrane

Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich [ 1999 ] · str. 22
Liberatura czyli literatura totalna. (Aneks do „Aneksu do Słownika terminów literackich”) [ 2001 ] · str. 29
liryka, epika, dramat, liberatura [ 2002 ] · str. 43

Liberatura: hiperksięga w epoce hipertekstu [ 2003 ] · str. 50
Nie(o)pisanie liberatury [ 2003 ] · str. 60
Liber Europae (fragment) (z Katarzyną Bazarnik) [ 2004 ] · str. 66
Joyce – nieproszony gość w państwie Platona [ 2004 ] · str. 68
Po czym odróżnić liberaturę od literatury (wybrane szczegóły anatomiczne) [ 2004 ] · str. 81
Krótka historia liberatury (z Katarzyną Bazarnik) [ 2004 ] · str. 85
W stronę liberatury [ 2005 ] · str. 93
Liberum veto? (odautorski komentarz do tekstu „Liberatura. Aneks do słownika terminów literackich”) [ 2005 ] · str. 110
Muza liberatury (czyli kto się boi wdowy Wadman) [ 2005 ] · str. 115
Dwa Rzuty kośćmi czyli szczególna i ogólna teoria liberatury (z Katarzyną Bazarnik) [ 2005 ] · str. 123
Od kombinatoryki do liberatury. O nieporozumieniach związanych z tzw. „literaturą eksperymentalną” [ 2008 ] · str. 127
Liberatura – pięć sylab w poszukiwaniu definicji [ 2008 ] · str. 133
Jak liberatura redefiniuje książkę artystyczną (fragment) [ 2009 ] · str. 134
Liberatura w E-świecie [ 2009 ] · str. 141
Liberatura – 496 słów podsumowania [ 2010 ] · str. 148

Coda: Liberatura czyli o powstawaniu gatunków (literackich) · str. 151
Katarzyna Bazarnik

Posłowie: Dziesięć lat liberatury (Historia w dużym skrócie) · str. 164
Agnieszka Przybyszewska

Aneks: Widzieć, wierzyć, wiedzieć. dwadzieścia jeden liter Zenona Fajfera · str. 174
Łukasz Jeżyk

O autorach · str. 187

Bibliografia / Bibliography · str. 188